Kultura vs. natura

Wpisy

  • wtorek, 03 stycznia 2012
    • Nowy Rok w Delhi

      Pod koniec roku rozchorowałam się nieco, więc nie było żadnego hucznych obchodów końca roku. Sylwester nie był dla mnie nigdy szczególnie ważny, chociaż zdarzały się bardziej spektakularne niż tegoroczny. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów nie wypiłam nawet szampana o północy, ani wcześniej, ani później. Nie byłam jednak w stanie siedzieć dzień a co gorsza dwa dni w moim ciemnym i przygnębiającym pokoju hotelowym. Teraz chyba bardziej rozumiem na czym polegają stany depresyjne w krajach skandynawskich spowodowane brakiem światła zimą.

      W piątek zrobiłam kolejne zdjęcie zakładu fryzjerskiego na ulicy, tym razem w okolicach mojej szkoły. Wygląda na to, że to jeden z moich ulubionych motywów. Rozbrajający jest ten widoczek na murze, przypominający fototapetę.

      

      Jestem już drugi miesiąc w Delhi, więc w zasadzie pozostały mi do obejrzenia drugoligowe zabytki, których nie obejrzałabym, będąc tutaj kilka dni. Mam ten luksus, że mogę obejrzeć wszystko, na co przyjdzie mi ochota. Na wszystko mam czas. Mimo, że Jantar Mantar zwiedziłam w Dżajpurze, postanowiłam obejrzeć także delhijskie, tym bardziej, że było w pobliżu innych miejsc na trasie tego dnia. Obserwatorium astronomiczne w Delhi zostało wybudowane w 1724r. przez maharadżę Sawai Jai Singha II. W Jantar Mantar w Delhi, uważanym za najstarsze obserwatorium tego typu na świecie, znajdują się cztery instrumenty pomiarowe wykonane z czerwonego piaskowca. W obserwatorium nie umieszczono żadnego instrumentu optycznego. Wszystkie oprócz Misra Jantra zaprojektował sam maharadża. Królem instrumentów w delhijskim obserwatorium jest największy i najbardziej okazały Samrat Jantra. Jego funkcją jest mierzenie czasu słonecznego lub lokalnego czasu miejsca i deklinacji słońca.

      

      Uważa się, że Ram Jantra zawdzięcza swoją nazwę dziadkowi maharadży Sawai Jai Singha II (Raja Ram Singh). Funkcją tego instrumentu było mierzenie horyzontalnych (azymut) i wertykalnych (wysokość) położeń ciał niebieskich, takich jak Słońce i Księżyc. Instrument jest cylindryczny i składa się z dwóch dużych budowli, otwartych ku niebu i wzajemnie uzupełniających się. Każda z nich jest okrągłym murem otaczającym centralny słup. Ściany, podłoga i słup mają zaznaczone na nich skale.

      

      

      Najbardziej rozpoznawalny instrument delhijskiego obserwatorium, widoczny na wielu zdjęciach to Misra Jantra, składający się z 5 różnych instrumentów. Przyjmuje się, że został skonstruowany przez maharadżę Madho Singha (1751-68), syna maharadży Sawai Jai Singha II.

      

      Niedaleko Jantar Mantar znajduje się Baba Kharak Singh Marg, wybiegająca z centralnego Connaught Place ulica, przy której znajdują się sklepy różnych indyjskich stanów. W tych emporiach rządowych można spędzić wiele godzin. Ceny są stałe i widoczne na pierwszy rzut oka, korzystniejsze niż w wielu miejscach, do których napędza się turystów. W grudniu można było liczyć na rabaty. Kaszmirowy szal dla siebie kupiłam za połowę ceny. Herbaty też były znacznie tańsze niż w wielu miejscach do tej pory odwiedzanych. Można przebierać w materiałach, biżuterii i innych wyrobach z całych Indii. Trudno czegoś nie kupić. Na pewno wrócę jeszcze do tego miejsca.

      Delhi obchodzi w tym roku 100 lat swojej stołeczności. W 1911r. król-cesarz Jerzy V ogłosił Delhi stolicą Indii Brytyjskich, przenosząc ją tutaj z Kalkuty. Czasami widać jeszcze ślady obchodów 100-lecia Delhi jako stolicy, jak tutaj przy Baba Kharak Singh Marg.

      

      Do zwiedzania świątyń w Delhi nie mam szczęścia, najczęściej oglądam je tylko z zewnątrz. Tak było również w przypadku świątyni poświęconej bogini dostatku Lakszmi, znanej jako Birla Mandir lub Lakshmi Narayan Temple. Bogata, marmurowa świątynia została zbudowana przez znany kupiecki ród Birlów, który finansował także działalność Mahatmy Gandhiego. Budowę rozpoczętą w 1933r., ukończono 6 lat później. Tym razem nie zaryzykowałam zdjęcia butów, żeby wejść do środka a nie wiem, czy zdążę się wykurować przed wyjazdem z Delhi.

      

      

      

      W niedzielę 1 stycznia pogoda była wyjątkowo nieprzyjemna, pochmurna od samego rana a po południu po raz pierwszy w czasie mojego pobytu tutaj załapałam się na deszcz, na szczęście jego szczątki po wyjściu z metra. Z miejsc, które pozostały mi w Delhi do obejrzenia, wybrałam jedno z bliżej położonych, żeby się nie przemęczać. Dotarliśmy do kompleksu Hauz Khas, ale wygląda na to, że udało nam się obejrzeć połowę tego, co jest do obejrzenia w tej okolicy. Idąc od strony metra Green Park zaczęliśmy chyba od niewłaściwej strony i mniej istotnych obiektów, kończąc na parku jeleni. Porozrzucane po obu stronach głównej drogi wioski budowle pochodzą w większości z okresu panowania Lodich.

      Dwa pierwsze grobowce, położone obok siebie, nazywane są dadi-poti (babcia-wnuczka), prawdopodobnie dlatego, że jeden z nich jest znacznie większy niż drugi. Nie wiadomo kto został w nich pogrzebany. Mniejsza budowla (Poti) pochodząca z okresu Tughlaków (1321-1414) ma pochyłe ściany i charakterystyczną latarnię na kopule. Większy grobowiec datowany jest na okres panowania dynastii Lodich (1451-1526).

      

      Kolejna budowla, Barah Khamba, położona po drugiej stronie ulicy, jest kwadratowym grobowcem, o bokach mierzących 10,5 m każdy. Opisowa nazwa odnosi się jasno do budowli jako struktury z 12 kolumnami. Prawdopodobnie pochodzi ona z okresu Lodich.

      

      Sakri Gumti to z kolei nazwa struktury z okresu Lodich, dosłownie oznaczająca „wąski przekryty kopułą budynek”, co odpowiada rzeczywistości, biorąc pod uwagę stosunek wysokości ścian do ich szerokości. Wewnątrz nie ma żadnego grobu, w związku z czym przypuszcza się, że nie jest to grobowiec, a być może brama.

      

      Chhoti Gumti (Chotti Gumti) to „mały przekryty kopułą budynek”. Nazwa odnosi się do niskiej wysokości budynku i niewielkiej powierzchni 8 m, jaką zajmuje budowla. Kopuła i blankowany gzyms wokół niej wydają się duże w porównaniu z niewielkimi ścianami. Pozostałości grobu w środku potwierdzają, że był to grobowiec, ale nie zachowały się żadne historyczne świadectwa dotyczące pogrzebanych tutaj osób. Styl i dekoracja budynku sugerują, że pochodzi on z okresu Lodich.

      

      W okolicy znajduje się również współczesna świątynia hinduistycznego boga Dźagannatha, formy Kryszny, przedstawiającej go jako Pana Świata i czczonej przez wisznuitów. Czuję się zagubiona w panteonie bóstw hinduistycznych, bo nie wnikam w ten temat w zadowalającym stopniu.

      

      Pozostałości starych budowli otoczone są ogromną połacią zieleni, jedną z jej części jest park jeleni. Zwierzęta oddzielone są od zwiedzających podwójnym murem z drutu i siatki i jak się okazuje nie bez powodu. Co chwila ktoś próbuje podrzucić sympatycznym sarenkom i jelonkom jakieś jedzenie a niektóre z dzieciaków są tak rozwrzeszczane, że człowiek ma wątpliwości co do tego, kogo przed kim należy tutaj chronić.

      

       

      

      

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agimasuria
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 stycznia 2012 22:07
  • czwartek, 29 grudnia 2011
    • Boże Narodzenie w Delhi

      Po raz pierwszy w życiu spędzałam Boże Narodzenie poza Polską i bez rodziny. Święta wielkanocne zdarzało mi się kilka razy obchodzić w Hiszpanii i raz w Niemczech, gdy rozchorowałam się i zrezygnowałam z kilkunastogodzinnej podróży pociągami. Chrześcijanie w Indiach to jedna z mniejszości religijnych, ale bożonarodzeniowe zwyczaje, szczególnie w formie skomercjalizowanej umiędzynarodowiły się i stały powszechne w różnych zakątkach świata. Bożonarodzeniowy szał prezentów nie dopadł mnie tutaj, zamiast choinki mam w pokoju kilka bukietów kwiatów, za karpiem też nie tęskniłam, bo jadłam go w listopadzie przed  wylotem z Polski. Dekoracje świąteczne były tutaj mało widoczne, może dlatego, że nie byłam w żadnym centrum handlowym w stylu zachodnim. W naszym hotelu trochę światełek i drzewko przypominające choinkę pojawiły się dopiero 24 grudnia. W luksusowym Hotelu Imperial w okolicach Connaugh Place wyglądało to nieco inaczej.

      

      Imperial zbudowała na początku lat 30-tych rodzina Singhów. Był to pierwszy wielki luksusowy hotel w Delhi. Został zaprojektowany jako mieszanka architektury  wiktoriańskiej i kolonialnej z domieszką stylu art deco przez architekta D.J. Bromfielda, współpracownika Edwina Lutyensa, który stworzył nową stolicę Imperium Brytyjskiego, Nowe Delhi. W latach 1996-2001 hotel został odnowiony. Hotel znany jest ze swego dziedzictwa historycznego, niegdyś było to centrum towarzyskie Nowego Delhi. Imperial posiada dobrze znany bar zwany „Patiala Peg”. To w tym hotelu i barze Jawaharlal Nehru, Mahatma Gandhi, Muhammad Ali Jinnah (założyciel Pakistanu) i Lord Mountbatten spotykali się, aby dyskutować nad podziałem Indii i narodzinami Pakistanu.

      23 grudnia sklepy przy jednej z ulic zakupowych na rynku Kailash Colony nieopodal mojego hotelu sprzedawały nieco świątecznych gadżetów, ale tutaj nie miały one dla mnie żadnego znaczenia. Kupiliśmy tylko ciastka na imprezę urodzinową kolegi.

      

      Sobotę 24 grudnia przeznaczyłam na zwiedzanie. Ponieważ nie dane mi będzie skorzystać z indyjskich kolei, postanowiłam najpierw wybrać się do Narodowego Muzeum Kolejnictwa (National Rail Museum). Wstęp do muzeum kosztował tylko 20 rupii i nie było rozróżnienia na lokalnych i zagranicznych zwiedzających. Zgromadzono w nim na świeżym powietrzu kilkadziesiąt lokomotyw i królewskich wagonów, ale co do tego, że mają one dobrze zachowane wnętrza, jak podaje mój przewodnik, mogłabym się spierać. Stan niektórych eksponatów mógłby być lepszy. Nie można też było wejść do wnętrza żadnego z wagonów, więc muszę wierzyć na słowo, że wagon maharadży Majsuru z 1899r. wyłożony był drewnem tekowym z wykończeniami z kości słoniowej i złota. Stoi tutaj także zbudowany w 1875r. w warsztatach w Agrze wagon zbudowany na użytek podróży po Indiach w 1876r. księcia Walii, późniejszego króla Edwarda VII.

      

      Można również obejrzeć ważącą 38 ton lokomotywę parową F-734, pierwszą w całości wyprodukowaną w Indiach, w 1895r.

      

      Z Muzeum Kolejnictwa udaliśmy się bardziej na południe Delhi do Ogrodu Pięciu Zmysłów (The Garden of Five Senses). Tutaj wstęp był w podobnej cenie i na tych samych zasadach, co było kolejnym miłym zaskoczeniem. Idealne miejsce na spacer i relaks, ładnie zaprojektowane, urządzone i utrzymane. Przy wejściu stoją kamienne słonie.

      

      Park rozciągający się na powierzchni 20 akrów został otwarty w 2003r. Powstał, aby stymulować pięć zmysłów i aby zwiedzający mieli szansę dotknąć, obejrzeć, powąchać i usłyszeć naturalne otoczenie. Zima to może nie najlepsza pora roku, żeby docenić wszystkie uroki tego miejsca, ale i tak daje wytchnienie od zgiełku Delhi.

      

      

      Modlący się o pokój, bez poprawności politycznej, większość jest biała, tylko dwóch jest ciemnych. Na większości reklam, które widuje się tutaj twarze też są bardziej białe niż te, które przeciętnie można zobaczyć na delhijskiej ulicy.

      

      W niedzielę 25 grudnia wybrałam się rano z kolegami z Nigerii, Panamy i Togo do rzymskokatolickiej katedry Najświętszego Serca (Sacred Heart Cathedral), żeby zobaczyć jak wygląda Boże Narodzenie w Indiach i bardziej poczuć świąteczną atmosferę. Katedra we włoskim stylu została zaprojektowana przez brytyjskiego architekta H.A.N. Medda i wzniesiona w latach 1930-34. 

      

      Msza w języku angielskim wyglądała podobnie jak u nas, z tą różnicą, że chór był bardziej aktywny. Przed budynkiem kościoła bardziej niż choinka w oczy rzucają się palmy, ale po ponad miesiącu w Delhi ten akcent przestał już być tak egzotyczny dla mnie. Po wyjściu z namiotu, w którym odbywała się msza podzieliłam się z kolegami opłatkiem przesłanym przez starą przyjaciółkę z Polski. Polska tradycja spodobała się a nawet została wyeksportowana do Panamy. Mam szczęście do egzotycznych wywiadów, więc pani z mikrofonem podeszła tym razem także do mnie. Odpowiedziałam na parę pytań dotyczących świąt i Indii, ale dalszych losów wywiadu nie śledziłam. Innym polskim wątkiem tego dnia był pomnik Jana Pawła II przed katedrą, ufundowany przez ambasadora Monako w Indiach. U stóp papieża leżą aksamitki, taki lokalny koloryt.

      

      Po wyjściu za ogrodzenie targowisko, w dużej mierze ze świątecznymi gadżetami jak sztuczne choinki miniaturki czy czerwone mikołajowe czapki. Tutaj rzadko odpuszcza się okazję do zarobienia pieniędzy.

      

      Namówiłam kolegów do pójścia do Narodowego Ogrodu Różanego (National Rose Garden) w Chanakya Puri i było to rozczarowanie. Wydawało mi się, że będzie to idealne miejsce na niedzielny spacer a okazało się, że ogród różany to kilka grządek z paroma krzakami róż na wyschniętej ziemi. Spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego, sądząc po nazwie. Teraz z kolegą licytujemy się co było gorsze: ogród różany czy japoński park, który też był niewypałem. Dodatkową atrakcją był jeszcze rikszarz, który wiózł nas do tego miejsca, kompletnie nie wiedział gdzie jest, ale zlecenie przyjął i rozpoczął jazdę. W międzyczasie, również przy naszej pomocy udało mu się zorientować, dokąd chcemy dojechać.

      

      Na szczęście niedaleko znajduje się także grobowiec Safardżanga (Safdarjang Tomb). Jest to ostatni przykład gasnącej architektury epoki Mogołów w Delhi. Mauzoleum ogrodowe zbudował w latach 1753-54 Nawab Shujau’d-Dalah, aby upamiętnić swojego ojca mirzę Muqima Abula Mansura Khana, zwanego Safardżangiem. Był on gubernatorem prowincji Awadh za panowania Muhammada Szaha (1719-48) a później jego premierem.

      Do kompleksu wchodzi się przez zdobioną malowanymi ornamentami dwupiętrową bramę, w której znajdują się różne pomieszczenia, dziedziniec i meczet.

      

      W murze ogrodzeniowym znajdują się kanały do rozprowadzania wody do poszczególnych pawilonów, ale całe założenie jest aktualnie restaurowane, więc wody tam, gdzie powinna być, też nigdzie nie widać. Ogród jest podzielony bocznymi ścieżkami i zbiornikami z wodą na cztery części, które z kolei dzielą się na mniejsze dróżki i skwery.

      

      Mauzoleum wznosi się pośrodku ogrodu na wysokiej platformie, w której znajdują się liczne pomieszczenia. Dwupiętrowe mauzoleum zbudowano z czerwonego i beżowego piaskowca, uzupełniając je białym marmurem. Struktura posiada centralną komorę, otoczoną przez osiem pomieszczeń wokół niej. W rogach mauzoleum znajdują się wieloboczne wieże, zaś pośrodku cebulasta kopuła.

      

      

      Ponieważ przez połowę świąt głodowałam, w poniedziałek postanowiłam poszukać dobrego miejsca na obiad. Udało nam się po wielokrotnym pytaniu o drogę znaleźć Karim’s w zaułku naprzeciwko meczetu Jama Masjid. Rzeczywiście można poczuć klimat Starego Delhi, pełnego ludzi, sklepików i sprzedawców a jedzenie jest dobre i w rozsądnych cenach. Jeżeli będę miała okazję, na pewno tam wrócę. Restauracja istniejąca od prawie 100 lat (od 1913r.) i prowadzona przez czwarte pokolenie, jest odwiedzana głównie przez Hindusów, gdyż dosyć trudno do niej trafić. Przy okazji nauczyłam się jeść baraninę łyżką.

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agimasuria
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 grudnia 2011 10:30
  • poniedziałek, 26 grudnia 2011
    • Agra i Tadż Mahal (Taj Mahal)

      Najwcześniejsze wzmianki o Agrze, podobnie jak o Delhi, znaleziono w indyjskim eposie Mahabharata jako Agrabana (Raj). Inna z teorii opisuje miasto jako Agragriha lub jedna z najwcześniejszych siedzib plemion Arjów. Przemieszczając się pomiędzy zabytkami we współczesnej Agrze odnosi się wrażenie, że raj gdzieś się zagubił. Miasto sprawiało raczej przygnębiające wrażenie, ale każdy przyjeżdża tutaj po to, aby obejrzeć Tadż Mahal (Taj Mahal).

      Historyczna obecność Agry sięga 500 lat wstecz. Po najeździe Timura (1398r.), zdobyte i sponiewierane Delhi było celem wielu wielmożów, ale udało się je z sukcesem przechwycić dynastii Lodich. Sikandar Lodi zdecydował się na przeniesienie stolicy z Delhi do Agry, aby móc lepiej kontrolować swoje imperium. W roku 1500 Agra wyrosła na ważne centrum kulturalne i handlowe. Po śmierci Sikandara, jego syn Ibrahim Lodi przegrał jednak z Baburem, afgańskim
      wielmożą, który został pierwszym monarchą mogolskim. Władca Kabulu wtargnął do Indii w 1526r., zajął Agrę i położył podwaliny pod imperium Mogołów. Począwszy od panowania cesarza Babura, poprzez Akbara, Dżahangira, po Szahdżahana i Aurangzeba w okresie ponad 100 lat Agra, utożsamiana z Mogołami, była świadkiem pełnej chwały epoki ogromnego bogactwa, niezrównanej gospodarki i rozwoju artystycznego. 

      Babur, podczas swojego krótkiego, ale obfitującego w wydarzenia panowania, zbudował Rambagh, pierwszy perski czar bagh (ćar bagh) – ogród podzielony na cztery symetryczne części, z fontannami i bieżącą wodą. Jego syn Humajun zbudował nową stolicę Dinapanah w Delhi, ale jego wnuk Akbar, wielki władca mogolski, powrócił do Agry, aby wybudować sobie solidny Fort Agra, którego jednak nie udało nam się zobaczyć, bo nasi przewodnicy preferowali zakupy.

      W 1570r. Akbar przeniósł swoją bazę do Fatehpur Sikri, 40 km od Agry, tylko po to, aby opuścić ją dla Lahore po 15 latach. Akbar ostatecznie powrócił do Agry w 1599r. i kontynuował z niej swoje rządy aż do śmierci w 1605r. Jego syn Dżahangir sprawował władzę z Agry, ale jego zamiłowanie do życia pełnego przyjemności powodowało, że spędzał większość swojego czasu w idyllicznej Dolinie Kaszmiru a jego żona Nurdżahan (Nur Jahan, Światłość Świata) kierowała zakulisowo sprawami państwa.

      Po krwawej wojnie o sukcesję jego syn Szahdżahan (Władca Świata) władał przez 30 lat (pa. 1627-1658), dziedzicząc jedno z najbogatszych imperiów świata, przepełnione bogactwami. W czasie swojego panowania patronował on kupcom, jubilerom, rzemieślnikom, poetom, muzykom i artystom. Powstały
      wielkie kosmopolityczne miasta: Lahaur, Agra, Ahmedabad, których mieszkańcy handlowali z Azjatami i nowo przybyłymi Europejczykami. Podatki gruntowe z ogromnego już imperium utrzymywały pasożytniczo żyjącą szlachtę i wojsko, co w końcu doprowadzi do upadku Mogołów. Pełen przepychu i przytłoczony rytuałami dwór Mogołów przestał przenosić się z miejsca na miejsce.

      W 1631r. żona Szahdżahana, Arjumand Banu Begum nosząca tytuł Mumtaz Mahal (Wybranka Pałacu), zmarła podczas czternastego porodu, towarzysząc
      mężowi w czasie kampanii wojennej. Cesarz po jej śmierci przekazał dowództwo nad wojskiem swoim czterem synom a sam zajął się ambitnymi przedsięwzięciami budowlanymi. Równocześnie z budową Tadż Mahal jako mauzoleum dla Mumtaz, budował meczety w całym kraju. Wytyczył także całe nowe miasto w Delhi (dzisiejsze Stare Delhi), nadając mu nazwę Szahdżahanabad (1648r.). Ostatnie lata życia Szahdżahan spędził w Forcie Agra, gdzie został uwięziony przez swojego syna Aurangzeba po uzurpatorskim przejęciu przez niego tronu. Długie panowanie Aurangzeba (1658-1707) to okres największego rozwoju terytorialnego imperium, ale jednocześnie początek jego upadku. Aurangzeb był niepopularny wśród swoich ludzi z powodu jego autorytarnych metod. W 1711r. Agra była bezbronnym polem walki, o które walczyli Dżatowie, Rohilla, Marathowie i ostatecznie Brytyjczycy, którym pozostało już niewiele do zrabowania.

      Nieco na ironię losu zakrawa fakt, że najbardziej rozpoznawalnym na świecie oraz kojarzonym z Indiami zabytkiem jest grobowiec, w dodatku z czasów panowania muzułmańskiego w tym kraju. Początek przedpołudniowego zwiedzania nie był też optymistyczny, bo dzień był mglisty a ostre południowe słońce spłaszcza. Darwaza-i-Rauza, czyli Wielka Brama Tadż Mahal miała oddzielać od zgiełku i przygotowywać do panującego wewnątrz spokoju inkrustowanym cytatem z Koranu.

      

      Tu też znajduje się wejście do ćar bagh, ogrodu założonego na wzór zawartego w Koranie opisu raju: starannie utrzymanego, podzielonego symetrycznie kanałami z wodą i otoczonego murem. W czasach masowej turystyki trudno o spokój i zadumę w takim miejscu, ale i tak bez wątpienia warto je zobaczyć.

      

      Tadż Mahal jest udoskonaloną wersją mauzoleum ogrodowego wybudowanego w Delhi dla Humajuna. Proporcje są tu doskonalsze, panuje idealna symetria a luksusowy marmur zajął miejsce czerwonego piaskowca. Budowla powstawała 22 lata (1631-1653) i pracowało nad nią 20 tys. robotników i rzemieślników przybyłych z Bagdadu, Delhi, Samarkandy, Turcji i innych miast azjatyckich. Cesarz sprowadził najwybitniejszych architektów i rzemieślników do prac nad tym arcydziełem w marmurze. W budowli widać wpływy architektury środkowoazjatyckiej i perskiej, połączonej z architekturą muzułmańską. Przykładami zastosowania architektury hinduskiej są kamienne kopułowe kioski zwane chattri. Gigantyczna zewnętrzna kopuła wznosi się jak owoc lub cebulka kwiatowa ze swoimi doskonałymi proporcjami, otoczona przez cztery przekryte kopułami kioski. Platforma, na której wzniesiono mauzoleum jest otoczona w rogach czterema trzypiętrowymi minaretami, zakończonymi ośmiobocznymi chattri. Budowla została wzniesiona w oparciu o matematyczne kalkulacje, bez pozostawienia miejsca na niedociągnięcia w symetrii i równowadze. Budowę rozpoczęto w styczniu 1632r. od wznoszenia marmurowej platformy przy pomocy około 5 tys. robotników, zarówno lokalnych, jak i z innych miejsc imperium.

      

      Wielkie bloki białego marmuru sprowadzono z odległości ok. 400 km z Makrany w okolicach Dżajpuru. W rzeczywistości mauzoleum nie jest z marmuru, ale z cegieł pokrytych marmurem. Cegły były produkowane w pobliżu, aby uniknąć problemów z transportem. Nie jest to pewne, ale biorąc pod uwagę ciężar i wartość materiałów budowlanych, używano raczej rusztowań z cegieł a nie bambusowych lub drewnianych.

      Ze względu na surowy zakaz używania w tradycji islamskiej wizerunków ludzkich i zwierzęcych, ważnym rodzajem dekoracji, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz czysto białej budowli, są islamskie wzory kaligraficzne, przede wszystkim wersety koraniczne. Utalentowany Pers Abd-ul-Haqq z tytułem „Amanat Khan” został wybrany do wykonania dekoracji kaligraficznej. Wcześniej został wyznaczony przez Dżahangira do pracy przy mauzoleum Akbara. Jest on uważany za jedynego, któremu pozwolono sygnować swoją pracę w Tadż Mahal. Jego datowane podpisy dają wyobrażenie o czasie trwania budowy a także odsłaniają, że prace kaligraficzne rozpoczęto od góry do dołu z największym artyzmem. Ponieważ prace kaligraficzne mauzoleum prawie zakończono do końca 1637r., Amanat został uhonorowany przez Szahdżahana dodatkowym wynagrodzeniem i słoniem. Wspaniałe inskrypcje na grobowcu musiały zostać jednak ukończone przez kogoś innego niż Amanat Khan, który zmarł ok. 1647-48r. po ostatnim podpisie na Wielkiej Bramie.

      

      Mauzoleum i otaczające go budowle pokryte są także licznymi dekoracjami o motywach kwiatowych, symbolizujących raj. Do dekoracji użyto kamieni szlachetnych i półszlachetnych, pochodzących z różnych miejsc: jaspisu z Pendżabu, jadeitu z Chin, lapis lazuli z Aganistanu, agatów z Jemenu.

      Duże wrażenie robi mistrzowskie zastosowanie pracochłonnej techniki pietra dura (mozaiki florenckiej, dosł. twardy kamień). Materiały do pracowni muzułmańskich rzemieślników dostarczali hinduscy kupcy. Po uzgodnieniu projektu wzór był przerysowywany na marmurze. Drogie kamienie sprowadzane z całego świata po wybraniu zostawały przycięte i oszlifowane a następnie wpasowane w żłobki wydrążone w marmurze zgodnie z wzorem, szlifowane i umocowane. Na końcu całość polerowano drobnym szmerglem.

      

      Do tej pory w Agrze można znaleźć rodzinne warsztaty wytwarzające produkty z marmuru. Odwiedziliśmy jeden z takich marmurowych warsztatów. Stół z dekoracją w stylu mozaiki florenckiej kosztuje nawet kilkanaście tysięcy dolarów. Jak zarobię kiedyś duże pieniądze, zakupię taki stół. Chwilowo muszę się zadowolić zdjęciami. Wysyłki są realizowane do różnych krajów na całym świecie. Pan mi pokazywał akurat rachunek za stół, który dostarczy do Hiszpanii.

      

      Po obu stronach Tadż Mahal znajdują się dwie podobne budowle z czerwonego piaskowca: po lewej stronie meczet, zaś po prawej dom dla gości Mehmanchana (Mehmankhana). Podkreślają one idealną symetrię i harmonijne proporcje grobowca.

      

      

      Poniżej widok na Tadż Mahal od strony domu gościnnego.

      

      Oprócz Tadż Mahal udało nam się obejrzeć tego dnia wielkie mauzoleum Akbara, znajdujące się w Sikandrze, kilka kilometrów od Agry. Przed wejściem powitały nas zielone papużki, które często można spotkać w okolicy różnych zabytkowych budowli.

      

      Sikandra to kolejny mistrzowski przykład architektury Mogołów. Akbar zaplanował swoje mauzoleum w miejscu fortu Sikandara Lodiego i rozpoczął budowę ok. 1600r. Po śmierci cesarza w 1605r. jego syn Dżahangir powiększył budowlę, która została ukończona w 1613r. Do budowy ogromnej bramy wejściowej, powstałej jeszcze za życia Akbara, został użyty głównie czerwony piaskowiec, uzupełniony motywami kwiatowymi i geometrycznymi z białego, żółtego i czarnego marmuru. Można wśród nich znaleźć symbole różnych kultur i religii: hinduistyczną swastykę i kwiat lotosu, muzułmańskie inskrypcje z wersetami z Koranu, chrześcijański krzyż.

      


       

      Poniżej wejście do grobowca.

      

      

      Mauzoleum położone jest pośrodku pięknego ogrodu. Krajobraz jest mocno idylliczny, można zobaczyć m.in. pasące się wśród palm i innych drzew indyjskie gazele.

      

      

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agimasuria
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 grudnia 2011 07:30
  • wtorek, 20 grudnia 2011
    • Fort Amer i Dżajpur

      Ostatni weekend spędziliśmy poza Delhi, w miejscach położonych na południe od stolicy, piątek i sobotę w Amerze i Dżajpurze (Jaipur) w stanie Radżastan, graniczącym z Pakistanem, niedzielę w Agrze. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od obejrzenia z daleka Jal Mahal (Pałac na Wodzie). Pałac zbudował maharadża Sawai Pratap Singh w 1799r. pośrodku jeziora Man Sagar jako miejsce służące rozrywce – królewskim polowaniom na kaczki. Podobno latem można podpłynąć do pałacu z bliska, ale teraz mamy zimę, więc było tylko szaleństwo strzelania fotek.  

      

      Po drugiej stronie ulicy stały wielbłądy gotowe do przejażdżek, ale na to też nie było czasu. Teraz już wiem dlaczego nigdy nie byłam na zorganizowanej wycieczce (poza szkolnymi). Zawsze czuję niedosyt, tracę czas na to, co mnie mniej interesuje a nie jestem w stanie obejrzeć rzeczy, które są dla mnie ciekawe. Wielbłądy były często widoczne po drodze także jako zwierzęta pociągowe.

      

      Zdecydowanie dłuższe i bardziej satysfakcjonujące było zwiedzanie położonego kilkanaście kilometrów od Dżajpuru Fortu Amer (Amber), imponującego i dobrze zachowanego radźpuckiego kompleksu budowli pałacowych i obronnych. Budowa fortu w obecnym kształcie rozpoczęła się w XVI w. na miejscu dawnych struktur obronnych a jego sukcesywna rozbudowa trwała do momentu założenia Dżajpuru przez Jai Singha II w 1727r. i przeniesienia tam stolicy z Ameru. Wśród wojowniczych klanów hinduskich Radźputów, Kaćwahowie zaliczali się do najpotężniejszych. W XIIw. zdobyli Fort Amber. Później musieli jednak liczyć się z muzułmańskimi najeźdźcami, zawierając różne alianse. Hinduska księżniczka z Ameru została za mąż wydana w 1562r. za Akbara z dynastii Wielkich Mogołów. Związki te zaowocowały m.in. budową Fortu Amber. Można dotrzeć do niego pieszo, ale także na słoniu. Część lewa została zbudowana przez króla Ameru Man Singha (pan. 1589-1614), który prowadził wiele zwycięskich kampanii dla mogolskiego cesarza Akbara. Prawą część, naśladującą mogolskie budowle, m.in. z Agry wzniósł Jai Singh I (pan. 1621-1667), władca królestwa Amber i dowódca wojsk trzech mogolskich cesarzy.

      

      

      

      Do właściwego pałacu, chociaż nie w linii prostej z powodów bezpieczeństwa, prowadzi Singh Pol (Lwia Brama). Lew symbolizuje siłę, dlatego często główna brama prowadząca do pałacu była nazywana jego imieniem. Lwia Brama została zbudowana na polecenie maharadży Sawai Jai Singha II (pan. 1699-1743). Zewnętrzna powierzchnia Lwiej Bramy pokryta jest freskami.

      

      Brama Ganeśa nazwana imieniem hinduskiego boga, który usuwa wszelkie przeszkody życiowe, jest wejściem do prywatnych pałaców maharadżów. Jest to trzystopniowa struktura, pokryta wieloma freskami, prowadząca do prywatnych pomieszczeń rodziny królewskiej. Powyżej tej bramy znajduje się Suhag Mandir, używany przez kobiety z rodziny królewskiej do obserwowania przez okratowane okna funkcji sprawowanych w Diwan-i-Am.

      

      Jedną z atrakcji Pałacu Amber jest Diwan-i-Khas lub Sala Prywatnych Audiencji, zbudowana w okresie mirzy Raja Jai Singha (1621-67) i z tego powodu zwana również Jai Mandir. Ze względu na piękne prace ze szkła lustrzanego nazywana była także Sheesh Mahal lub Szklany Pałac. Lustrzane mozaiki i barwne szkło połyskiwało w blasku świec nocą jak szkatułka na kosztowności. Radża spotykał tutaj swoich specjalnych gości, takich jak wysłanników innych władców. Latem utrzymywano w pałacu zimno poprzez przykrycie jego łukowatych otwarć parawanami uplecionymi z korzeni aromatycznej trawy zwanej khas. Parawany były nasączane wodą, dzięki temu powietrze przechodzące przez nie było chłodzone a zapach trawy przenikał do pałacowych pomieszczeń.

      

      Warte uwagi są „magiczne kwiaty” wyryte w marmurze na bazach kolumn wokół lustrzanego pałacu.

      

      Wiele zdobień i detali budowli Fortu Amber zachwyca nawet dzisiaj po kilkuset latach kunsztem, precyzją i jakością wykonania.

      

      

      Z góry jest też piękny widok na znajdujące się w dole jezioro Maota i ogrody.

      Schodząc na dół, natknęliśmy się na zaklinaczy węży. Pokaz komercyjny, kobra unieszkodliwona i bez jadu, więc skusiłam się na zdjęcie między panami. Gdy kładłam pieniądze po zakończeniu pokazu, poruszyła się jednak w moim kierunku w mało przyjazny sposób. W naturalnych warunkach wolałabym takiego spotkania bliskiego stopnia uniknąć.

      

      W sobotę zwiedzaliśmy Dżajpur, stolicę Radżastanu, jedno z najbardziej kolorowych miast w Indiach, założone w 1727r. przez ambitnego maharadżę Sawai Jai Singha II, który panował w latach 1699-1744. Został on władcą królestwa Amber w wieku lat 11, posiadał duże zdolności organizacyjne i interesował się m.in. filozofią, architekturą, budownictwem, astronomią i astrologią.  Jedną z rzeczy, które pozostawił po sobie i do dzisiaj robią wrażenie są obserwatoria astronomiczne Jantar Mantar. Największe z nich znajduje się w Dżajpurze. Jai Singh sam zapoznał się z hinduską, grecką, muzułmańską i europejską szkołą astronomii. Doszedł do wniosku, że naród powinien być wyedukowany w tej dziedzinie. Pierwsze obserwatorium astronomiczne powstało w Delhi w 1724r. W następnych latach zbudowano kolejne w Varanasi, Ujjain i Mathura. Obserwatoria te stały się znane jako Jantar Mantars. Przyrządy astronomiczne w obserwatoriach są pochodzenia hinduskiego, ale technika konstrukcyjna jest islamska. W XVIII w. przyjeżdżali oglądać je liczni Europejczycy. Zegar słoneczny wskazuje czas z dokładnością do 20 sekund.

      

      Maharadża podobno miał 31 żon i jak to ujmuje książka, którą kupiłam po wyjściu z Jantar Mantar, liczbę konkubin przekraczającą czyjąkolwiek wyobraźnię.

      Ponad trzymilionowy Dżajpur jest nazywany różowym miastem (pink city) ze względu na jednolity kolor budynków. Na szczęście nie jest to krzykliwa odmiana różu. Nie udało mi się obejrzeć jednego z ważniejszych zabytków w mieście Hawa Mahal (Pałac Wiatrów) wybudowanego w 1799r. jako punkt widokowy dla dam z pałacu przez władcę estetę, maharadżę Sawai Pratapa Singha w formie korony hinduskiego boga Kriszny. Pałac można było obejrzeć jedynie z okna autobusu, niestety siedziałam po niewłaściwej stronie. Poprosiłam potem po wyjściu z obserwatorium o możliwość obejrzenia Hawa Mahal, na co nasz koordynator przystał, ale pod warunkiem, że najpierw pójdziemy do jednej z ważniejszych świątyń Kriszny, Gowinda Dewa, której budowę rozpoczęto ok. 1730r. Przed wejściem standardowo trzeba było zdjąć buty, co już mnie nie przeraża bez skarpet. Akurat była nowa odsłona boga i tłum oczekujących wiernych. Do Hawa Mahal nie udało mi się dotrzeć i nie wiem, czy jeszcze kiedyś będzie okazja.

      

      Jeden z ostatnich egzotycznych dla mnie widoków w Dżajpurze to stado małp przed biurem rejestracji obcokrajowców miejscowej policji.

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agimasuria
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 grudnia 2011 19:24
  • czwartek, 15 grudnia 2011
    • Mauzoleum Humajuna i Lodi Gardens

      W ostatnią niedzielę postanowiłam wybrać się sama do centrum Delhi. Nie zawsze można liczyć na towarzystwo. Wzięłam rikszę spod hotelu i wybrałam jeden z droższych zabytków (wstęp dla obcokrajowców 250 rupii), ale wartych obejrzenia, czyli Mauzoleum Humajuna, znajdujące się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Kompleks należy do najwspanialszych w Delhi, stanowi również pierwowzór dla wzniesionego później Tadż Mahal. Przed bramą wejściową powitał mnie starszy pan, który przedstawił się jako emerytowany nauczyciel historii, opowiedział mi nieco o obiekcie i innych wartych obejrzenia zabytkach a potem było co łaska, więc wysupłałam kilkadziesiąt rupii, tym bardziej, że pan nie był nachalny.

       

      fragment dekoracji jednej z bram wejściowych

      Grobowiec Humajuna to miejsce spoczynku, władcy z dynastii Wielkich Mogołów. Mauzoleum zbudowała jego żona Bega Begum. Zaprojektowanie pierwszego wielkiego mauzoleum ogrodowego Wielkich Mogołów zleciła perskiemu architektowi Mirakowi Mirzy Ghijasowi, który wykorzystując lokalny piaskowiec, marmur i kamień, stworzył coś nowego. Grobowiec, którego budowę rozpoczęto po śmierci Humajuna w 1565r. a ukończono w 1572r., łączy sztukę indyjską ze sztuką perską.

      

      Całość jest dobrze utrzymana i zadbana, budowle otoczone są zielenią i wodą, co nie jest częstym tutaj widokiem. Przyjemne miejsce na niedzielny spacer, najlepiej przyjść jednak przed południem, gdy nie ma jeszcze tłumów.

      W kompleksie znajduje się więcej grobowców, mniej lub bardziej podobnych do siebie, ale mnie bardziej zainteresował Pawilon Północny w centrum północnego ogrodzenia. Był używany do rozprowadzania wody z wielkiej studni na zewnątrz do kanałów w ogrodzie. Obecność wody w budynku w przeszłości prowadziła do mylnego przekonania, że budynek ten był łaźnią.

      

      Rikszarz czekał na mnie godzinę przed wejściem do mauzoleum, więc po wyjściu pojechałam do Lodi Gardens. Rachunek za przejazd był zbyt wygórowany, mimo wcześniejszego ustalania ceny, w związku z czym później zrezygnowałam z rikszy. Turystów tutaj często traktuje się jak dojne krowy, bynajmniej nie święte. Mimo tego, że często płacę więcej niż powinnam i inaczej niż miejscowi, nie psuję sobie tym dobrego samopoczucia. Jeżeli cena jest do zaakceptowania to kupuję, wcześniej targując się, bo ceny wyjściowe z reguły są nie do zaakceptowania, kilkakrotnie przewyższające cenę końcową.

      Ogrody Lodich też były miłą niespodzianką tego dnia, bez płatnego wstępu (nawet dla obcokrajowców), teren czysty i zadbany, przyjemny mimo do spacerowania mimo tłumów niedzielnych rodzinnych wycieczek. Atmosfera piknikowa i wypoczynkowa.

      

      Grupę majestatycznych, zwieńczonych kopułami grobowców, uratowała przed zakusami przedsiębiorców budowlanych w latach 30-tych XX wieku Lady Willington, której mąż był wicekrólem Indii w latach 1931-36. Grobowce wzniesione w czasach słabych sułtanatów Sajjidów i Lodich otoczyła trawnikami, krzewami i drzewami.

      Na pagórku wznosi się Szisz Gumbad (Shish Gumbad), czyli Szklana Kopuła. Nazwa pochodzi od szklanych, glazurowanych płytek, niegdyś pokrywających kopułę, do dzisiaj zachowanych w formie szczątkowej.

      

      Istnieją dwa wzorce budownictwa grobowego podczas okresu panowania Sułtanatu Lodich (1451-1526): plan ośmioboczny i kwadratowy. Szisz Gumbad reprezentuje ten drugi typ. Podziały fasady sprawiają wrażenie, że budynek jest dwupiętrowy. Wewnątrz wysoki strop jest dekorowany stiukiem i malowanymi ornamentami o motywach kwiatowych oraz inskrypcjami koranicznymi.

      

      Naprzeciwko znajduje się meczet Bada Gumbad, poprzedzony bramą o tej samej nazwie, zwieńczoną kopułą. Budowle pochodzą z czasów Dynastii Lodich (1451-1526). Brama Bada Gumbad jest jednym z większych (19 m na 19 m, 27 m wysokości) i okazałych przykładów architektury Lodich w Delhi. Typową jej cechą jest wrażenie z zewnątrz, że budynek posiada dwa piętra. Głównym materiałem budowlanym jakiego użyto jest szary kwarcyt, który dopełniono dekoracjami przy wejściach z czerwonego piaskowca oraz kombinacją czerwonego, szarego i czarnego kamienia na fasadzie. Zachowane sztukateryjne ornamenty należą podobno do najlepszych w Indiach.

      

      

      Z grobowca Sikandara Lodiego, drugiego władcy z Dynastii Lodich, panującego w latach 1489-1517 zachowały się mury obwodowe i przylegający do niego meczet. Grobowiec ma plan ośmioboczny. Wnętrze posiada dosyć dobrze zachowane dekoracje.

      

      

      Z Ogrodów Lodich wydostałam się razem z nowo poznanym kolegą z Ukrainy. Wspólne szukanie najbliższej stacji metra było pewnym zastrzykiem adrenaliny. Po raz pierwszy spróbowałam też jedzenia na ulicy. Nadal trzymam się jednak zasady, że nie może to być żadna surowizna. Następnego dnia i tak nasłuchałam się pytań, czy nie boję się sama poruszać po Delhi. Nie boję się. Poznany w Mauzoleum Humajuna Francuz, z którym chwilę rozmawiałam
      twierdził, że Indie nie są szczególnie niebezpieczne. Wszędzie może się przydarzyć coś nieprzyjemnego, niekoniecznie w Indiach.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agimasuria
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 grudnia 2011 23:04
  • niedziela, 11 grudnia 2011
    • Kutb Minar (Qutub Minar)

      Zanim w ubiegłą niedzielę wybraliśmy się obejrzeć cokolwiek, natknęliśmy się na demonstrację antykorupcyjną, która dotarła do Nehru Place, czyli w okolice naszego hotelu. Poniedziałkowy The Times of India donosi, że cztery miesiące po tym jak rząd ugiął się po raz pierwszy wobec protestów i żądań ruchu Anna, jego zwolennicy wyszli po raz kolejny na ulice.  Patronem ruchu Anna jest 74-letni indyjski działacz społeczny Anna Hazare (właśc. Kisan Baburao Hazare), często porównywany do Mahatmy Gandhiego. Kolejne protesty zapowiadane są na 11 grudnia. Hazara i jego zwolennicy walczą o tzw. Ustawę Lokpal (opiekun ludności), czyli ustawę rzecznika praw obywatelskich, mającego kierować autonomiczną jednostką Lokpal, która  mogłaby pociągać do odpowiedzialności urzędników zamieszanych w korupcję. Ustawa Lokpal została zaproponowana już w 1972r., ale nigdy nie została wprowadzona w życie.

      

      Ulubione środki transportu tutaj to świetnie zorganizowane metro i trójkołowa riksza motorowa tok-tok, którą wybraliśmy się także na zwiedzanie Kutb Minar. Normalnie jest miejsce dla 2-3 pasażerów, ale nam zdarzało się podróżować nawet w 4 lub 5, chociaż było to mało komfortowe.

      

      Kutb Minar to jedno z indyjskich miejsc na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, chętnie odwiedzane przez turystów, ale przede wszystkim przez Hindusów, duma Delhi. W niedzielę były tam tłumy. Cały kompleks jest przyjemnym miejscem spacerowym z malowniczymi ruinami, nad którymi można zobaczyć zielone papużki.

      Lal Kot, gdzie znajduje się Kutb Minar to najstarsze Delhi. Pod koniec XIIw. to bogate miasto zdobył Kutbuddin-Ajbak (Qutab-ud-din Aibak), co zapoczątkowało napływ muzułmanów do Indii. W 1192r. zaczął on budować wysoką wieżę. Budowa została dokończona przez jego sukcesora Iltutmysza. Kutb Minar został wzniesiony przez Ajbaka jako wieża zwycięstwa, służyła także jako minaret, z którego nawoływano wiernych do modlitwy.

      

      Wieża ma 72,5 m wysokości. Mury pięciopiętrowej budowli pokryte są płaskorzeźbioną dekoracją, z wersetami z Koranu.

      

      Kompleks zawiera także inne atrakcje. Jedną z nich jest zagadkowa żelazna kolumna z epoki Guptów (IV-Vw.) z sanskrycką inskrypcją. Niejasne jest jej pochodzenie i sposób wykonania. Legenda głosi, że spełni się życzenie tego, komu uda się ją objąć ramionami wyciągniętymi w tył. Próby zdane są na niepowodzenie, bo wokół kolumny postawiono ogrodzenie ochronne.

      

      Obok wieży Kutb Minar znajduje się kwadratowa, wyważona bryła Alai Darwaza. Jest to imponująca brama do nieistniejącej już części meczetu, dobudowanej przez Alaudina (Ala-ud-din Khilji), drugiego sułtana delhijskiego w 1311r. Kopułowa brama jest dekorowana czerwonym piaskowcem i białym marmurem. Pracowali nad nią tureccy rzemieślnicy, chociaż według dzisiejszych standardów efekty ich pracy to sztuka, którą można podziwiać a nie rzemiosło.

      

      Alai Darwaza to pierwszy w Indiach budynek, w którym zastosowano zasady architektury islamskiej w budowie i dekoracji. Jest to najbardziej islamski budynek w tym zespole. Dynastia Niewolnicza (Mameluków, 1206-1290) nie stosowała zasad prawdziwej architektury islamskiej, tylko fałszywe kopuły i łuki. Dzięki temu Alai Darwaza to najwcześniejsze w Indiach przykłady prawdziwej kopuły i łuków. Uważa się, że jest to jeden z najważniejszych budynków wybudowanych w okresie Sułtanatu Delhijskiego (1206-1526).

      

      Na lewo od wieży Kutb Minar znajduje się grobowiec Iltutmysza, władcy „Dynastii Niewolniczej”, panującego w latach 1211-1236, zięcia i następcy Ajbaka. Budowla ta, powstała w 1235r., to najwcześniejszy grobowiec indoislamskiego władcy i doskonały przykład maestrii dawnych kamieniarzy.

      

      Wiele osób, z którymi rozmawiałam uważa kompleks Kutb Minar za jeden z najładniejszych lub najładniejszy zabytek w Delhi. Dzisiaj spotkałam Ukraińca, który twierdził, że zapadnie mu bardziej w pamięć niż Tadż Majal, będący dla niego rozczarowaniem.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agimasuria
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 grudnia 2011 17:02
  • środa, 07 grudnia 2011
    • Delhijskie zoo i Stary Fort (Purana Qila)

      Delhijskie zoo

      W sobotę wybraliśmy się do miejscowego zoo, największego i najważniejszego w Indiach, założonego w 1959r. Ogród zoologiczny położony jest pomiędzy Starym Fortem a mauzoleum cesarza Humajuna. Wiem, że zarządzający ogrodem starają się zapewnić umieszczonym tam zwierzętom  jak najlepsze warunki, ale i tak mam wrażenie, że przynajmniej część z nich męczy się mając do dyspozycji ograniczoną przestrzeń życiową. Czarne niedźwiedzie, które widzieliśmy (w tym himalajskie) wyglądały na niezbyt szczęśliwe a jeden z nich kołysał się przed skalną ścianą, jakby miał chorobę sierocą. Słoń indyjski był w lepszej kondycji, chociaż to zwierzę stadne a udało mi się zauważyć tylko dwa słonie na wybiegu.

      

      Prawdziwi showmeni to zdecydowanie małpy, gibony hulok dały prawdziwy popis zwinności, ku uciesze dzieci i wszystkich obserwujących. Niestety były za szybkie na zdjęcie. Udało mi zrobić zdjęcie makakom indyjskim (bonnet macaque), które żyją obok hipopotamów a nawet przeskakują przez ogrodzenie na ścieżki.

      

      Stary Fort (Purana Qila)

      Nad zoo wznosi się Stary Fort Purana Kila (Purana Qila). Cesarz Humajun, drugi z Wielkich Mogołów przeniósł tu stolicę z Agry i w 1533r. założył wewnętrzną cytadelę miasta Dinpana (Schronienie Wiary). Wyniosłe mury i ich trzy bramy są jego dziełem. Bada Darwaza to zachodnie wejście do fortyfikacji, o trzypiętrowej strukturze wysokości 20 m.

      

      W 1539r. Humajun został zdetronizowany przez afgańskiego przywódcę, założyciela dynastii Sur Szer Szaha, który rządził Delhi przez 5 lat od 1540r. i zbudował dwa wewnętrzne budynki: Szer Mandal i meczet Kila-e-Kuhna. Szer Szah oprócz zorganizowania silnej armii, budował drogi i kwatery dla podróżnych, wprowadził standardy miar i wag, uregulował cła oraz stworzył system podatkowy.

      Oktagonalny i dwupiętrowy Szer Mandal (Sher Mandal) był podobno używany przez Humajuna, który odzyskał tron w 1555r., jako biblioteka. 20 stycznia 1556r. był na dachu budynku, gdy usłyszał wezwanie do modlitwy. Schodząc w pośpiechu, spadł ze schodów i w wyniku odniesionych ran zmarł 3 dni później.

      

      Jak na sobotnie popołudnie było bardzo przyjemnie, bez tłumów ludzi. Uderzyła mnie muzyka, której nie spodziewałam się w tym miejscu, raczej rockowa. Jakieś próby odbywały zespoły występujące podczas Festiwalu Zespołów Południowoazjatyckich. Wszędzie pełno ostrych kolorów i jedzenia.

      

      Meczet Qila-e-Kuhna znaczy dosłownie „meczet starego fortu” i został zbudowany przez Szer Szaha w 1541r.

      

      Meczet o pięciu wielkich łukach i protomogolskiej, bogatej dekoracji z czerwonego i żółtego piaskowca, białego i czarnego marmuru.

      

      Z dodatkowych atrakcji załapaliśmy się na kręcenie jednej ze scen indyjskiego filmu. To samo ujęcie było powtarzane kilka razy, wreszcie straciliśmy cierpliwość. Na trawie ułożono dywan z płatków róż, prawdziwych, bo zapach był fantastyczny i oczywiście musieliśmy dotknąć (po otrzymaniu pozwolenia).

      

      Aktorka na tle Szer Mandal.

      

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agimasuria
      Czas publikacji:
      środa, 07 grudnia 2011 19:57
  • wtorek, 06 grudnia 2011
    • Delhi hinduskim okiem

      W ostatni piątek zamiast standardowych zajęć mieliśmy wycieczkę po Delhi. Wcześniej staraliśmy się nie zahaczać o miejsca, które mieli nam pokazać gospodarze.

      Jama Masjid (Dżama Masdżid, The Masjid-i-Jahan-Numa)

      Nazwy w hindi, urdu lub po persku nie jestem w stanie napisać, ani odczytać. Największy meczet w Indiach i drugi co do wielkości na świecie, główny meczet Starego Delhi. Został wzniesiony z czerwonego piaskowca i białego marmuru przez mogolskiego cesarza Szachdżachana (Shah Jahan) nieopodal Czerwonego Fortu. Budowla została wzniesiona pomiędzy 1644 a 1658r. Obszerny dziedziniec może pomieścić podczas świąt 20 tys. wiernych. 

      

      

      Raj Ghat (Radż Ghat)

      Pomnik Ojca Narodu - Mahatmy Gandhiego, odwiedzany tłumnie przez Hindusów. Prostokątna płyta z czarnego marmuru wskazuje miejsce, w którym poddano kremacji zwłoki Mahatmy 31 stycznia 1948r. Całość położona w zadbanym parku, w dawnym korycie rzeki Jamuny, obecnie poświęconym pamięci bohaterów współczesnych Indii.

      

      Brama Indii (India Gate)

      Pełna nazwa to the All India War Memorial. Narodowy pomnik Indii, upamiętniający 90 tys. żołnierzy Brytyjskiej Armii Indyjskiej, którzy stracili życie podczas I wojny światowej oraz Trzeciej Wojny Brytyjsko-Afgańskiej (1919). Budowla w formie łuku triumfalnego, wzniesiona z czerwonego piaskowca i granitu, wg projektu Sir Edwina Lutyensa. Zabytek ukończony w 1931r., znajduje się w sercu Nowego Delhi. Na ścianach wyryto nazwiska poległych żołnierzy.

      

      W przerwie między poważnymi zabytkami coś lżejszego. Ulica w Delhi to także miejsce wielu punktów usługowych. Nieopodal szkoły widziałam zakład krawiecki i pana rozłożonego z maszyną do szycia. Częściej widuje się jednak zakłady fryzjerskie.

      

      Muzeum Gandhiego (Gandhi Smriti)

      Miejsce w Nowym Delhi, w którym spędził ostatnie 144 dni życia i został zastrzelony 30 stycznia 1948r. Mahatma Gandhi, wcześniej znane jako Birla House. Świetne zorganizowane muzeum upamiętnia życie, filozofię i dziełoMahatmy. Kamienne ślady sandałów Gandhiego prowadzą do miejsca, w którym został zamordowany. Willa otoczona pięknym ogrodem mimo żałobnego charakteru, stanowi też dobry odpoczynek od delhijskiego zgiełku.

      

      

      Muzeum Pamięci Indiry Gandhi

      Muzeum znajduje się w domu, w którym mieszkała była premier. Wokół pełno jest bujnej zieleni. Rozwieszone na ścianach zdjęcia i eksponaty w gablotach opowiadają historię jej życia i przywództwa, a także losy jej dwóch synów, Sanjaya i Rajiva, którzy podobnie jak ich matka zginęli tragicznie. Indira Gandhi została zamordowana na terenie swojej rezydencji przez dwóch ochroniarzy sikhów. Na zewnątrz rzeźbiona rzeka szkła oznacza miejsce, gdzie została zabita 31 października 1984r., tafla czystego, przezroczystego szkła to miejsce, w którym upadła. Jak przez mgłę, ale kojarzę ją z wiadomości telewizyjnych na początku lat 80-tych.

      

      Na końcu była znana już nam Świątynia Lotosu i wizyta w Dilli Haat, który jest czymś w rodzaju bazaru, na którym sprzedaje się indyjskie wyroby rękodzieła.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agimasuria
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 grudnia 2011 07:55
  • niedziela, 04 grudnia 2011
    • Drugi tydzień w Delhi

      Rytm naszych zajęć nie pozwala na poznanie zbyt wielu nowych rzeczy w ciągu tygodnia. Mój widok z okna pokoju też trudno uznać za imponujący, właściwie zasłony są cały czas zasunięte. Naprzeciwko w szybkim tempie posuwają się prace przy budowie nowego hotelu, właśnie trwa sezon turystyczny. Nawet w niedziele praca wre, chociaż nie widać żadnych betoniarek i poważniejszego sprzętu. Czasami słychać spawanie, zaprawa jest chyba robiona ręcznie a rusztowanie jest bambusowe, wiązane grubym sznurem. Już od patrzenia na to rusztowanie dostaję lęku wysokości, ale tutaj najwidoczniej dobrze to funkcjonuje.

      

      Staram się przynajmniej pooglądać ulicę w drodze z hotelu do szkoły, jak wracamy po godz. 20 jest już ciemno. Wszędzie pełno jest sklepików i straganów, często zajmujących większą część chodnika.

      

      Większość sprzedawców to mężczyźni, kobiety widać rzadziej. Podobnie jest z obsługą w hotelach, restauracjach i barach.

      

      Co nie oznacza wcale, że kobiet na ulicach nie ma. W metrze są specjalne sektory do wsiadania i wagony dla kobiet. Z uwagi na swoje kolorowe stroje są one też bardziej widoczne i przykuwają wzrok.

      

      Ludzie generalnie są bardzo przyjaźni. Wszędzie bez większych problemów można się porozumieć  po angielsku. Dosyć często jesteśmy zaczepiani, głównie przez dzieci i młodzież, chętnie robią sobie z nami zdjęcia.

      Miasto trudno uznać za czyste, chociaż zdarzają się miejsca, w których nie widać (prawie) śmieci. Na ulicy koszy na śmieci praktycznie nie ma, więc każdy radzi sobie jak może, najczęściej wyrzucając zbędne rzeczy, gdzie popadnie. Chodniki często zasypane są dodatkowo gruzem, co utrudnia normalne korzystanie z nich. To mniej przyjemna strona takiej metropolii jak Delhi.

       

      Na każdym kroku widać jednak, jak Delhi tętni od rana do nocy życiem. Nawet po godz. 21 jest duży ruch na ulicach i przechodzenie przez nie jest dużym wyzwaniem ze względu na brak świateł i w zasadzie także przejść dla pieszych. Policja w tym kraju ma na pewno inne wyzwania niż wypisywanie mandatów
      za przejście na czerwonym świetle lub jazda niezgodnie z przepisami. Znaki drogowe widać sporadycznie.

      Różnorodność i bogactwo kulturowe i religijne Indii są oszałamiające. Widać przy tym ile straciła Polska po 1945, w porównaniu ze stanem sprzed 1939, gdy ok. 35% obywateli reprezentowało jakieś mniejszości. Jest to chyba wyrwa nie do zasypania.

      W hotelu obok recepcji mamy ołtarzyk boga dostatku i pomyślności Ganeśa, słoniogłowego i lubiącego słodycze.

      

      Co ciekawe wyznania, które narodziły się w Indiach, pozadominującym hinduizmem (ok. 82% społeczeństwa), takie jak buddyzm (8 mln osób), sikhizm (20 mln) czy dżinizm (4 mln) należą do mniejszości. Drugą co do wielkości grupą religijną są muzułmanie (ponad 120 mln).

      Od 27 do 30 listopada w New Delhi odbywała się Ogólnoświatowa Kongregacja Buddystów. Po przeczytaniu o niej w miejscowej gazecie, namówiłam kolegów z Buthanu do pójścia na ostatni dzień, bo bardzo chcieli spotkać się z Dalajlamą. Mieli w tym celu nawet jechać do Dharamsala. Środki bezpieczeństwa w Indiach są w miejscach publicznych daleko posunięte i przechodzi się przez bramki jak na lotnisku przy wejściu na stacje metra czy do obiektów zabytkowych, co wcale nie powinno dziwić, więc nie udało im się uczestniczyć bez wcześniejszych wejściówek w żadnym z punktów programu. Dalajlamę widzieli z daleka, udało im się jednak otrzymać listy polecające od swojego ambasadora na ewentualną podróż. Padło pytanie, czy nie chciałabym też pojechać. Pewnie że bym chciała, ale nie jestem nawet buddystką i nie dostanę pozwolenia na wyjazd. Obawiam się, że nawet oni mogą go nie otrzymać. Wiem już, że jeżeli kiedyś wrócę do Indii, nie będzie to Goa, Mumbaj czy Kalkuta, tylko trasa: północne Indie, Nepal i Bhutan.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agimasuria
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 grudnia 2011 20:22
  • sobota, 03 grudnia 2011
    • Pierwszy tydzień w Delhi

      Miałam zacząć od zupełnie innych odwiedzonych w tym roku miejsc, ale okazało się, że najwięcej czasu na pisanie mam w Indiach. Jeszcze kilka miesięcy temu nie spodziewałam się, że będę tutaj i to w dodatku tak długo. W zasadzie powinno być India, bo nazwa tego kraju jest rodzaju żeńskiego. Zawsze pociągały mnie miejsca o starej, bogatej i różnorodnej kulturze, ale Indie – dopóki nie udało mi się dojechać do Rzymu, Wenecji i paru innych miejsc w Europie – nie były brane pod uwagę w moich najbliższych planach wyjazdowych. Na początku ciężko napisać coś, co nie byłoby banałem. Staram się nie porównywać z tym, co do tej pory znałam, bo to droga donikąd. Pewne rzeczy przyjmuję za pewnik i nie denerwuję się tym, na co i tak nie mam wpływu. Od pierwszego momentu rzucają się w oczy duże kontrasty i różnorodność, m.in. religii, strojów i jedzenia. Mam już ulubiony lokal w pobliżu hotelu. Przypomniałam sobie czasy wegetariańskie.  Nie jest to kraj dla wielbicieli wołowiny ze względu na hinduistów, którzy są większością, ani amatorów wieprzowiny z powodu licznej mniejszości muzułmańskiej. Koledzy buddyści z Bhutanu jedzą z kolei mięso i to w każdej praktycznie postaci. Tak jak zawsze przestawiłam się od razu na lokalne jedzenie. Skoro u siebie nie jem hamburgerów ani plastikowej pizzy, dlaczego miałabym je kupować tutaj? Bardzo lubię przechodzić obok straganów ze świeżymi owocami, na niektórych sprzedawany jest świeżo wyciskany sok pomarańczowy, ale co do surowizny na ulicy zadowolę się patrzeniem.

      

      Pogoda jest bardzo dobra, mamy tutaj powrót do pełni lata, chociaż koledzy z Surinamu, Omanu i Laosu marzną, chodząc przy prawie 30 stopniach w kurtkach i swetrach. Może mając u siebie temperatury powyżej 50 stopni, te o 20 stopni niższe odczuwa się tak drastycznie?

      Nie nuży mnie patrzenie na różnobarwne, soczyste kolory pięknych kobiecych strojów tutaj. Nawet nęci mnie, żeby kupić coś do zabrania ze sobą do Polski, chociaż okazji do włożenia sari pewnie będzie niewiele. Poniżej zdjęcie zrobione pierwszego dnia po przylocie. Akurat panowała potężna mgła, były opóźnienia samolotów i pociągów. Przy okazji widać jeden z popularniejszych środków transportu, czyli rikszę. Wystarczy wyjść na ulicę i już są propozycje podwiezienia.

      

      

      Świątynia bahaicka (Lotus Temple)

      Niedaleko hotelu mamy jedną z większych atrakcji turystycznych Delhi, podobno odwiedzaną częściej niż najbardziej rozpoznawalny zabytek w Indiach – Taj Majal. Inspiracją projektu budowli był narodowy kwiat Indii – lotos, symbol czystości, związany z czcią boską i religią, o doskonałym i subtelnym pięknie. Ze względu na kształt jej popularna nazwa to Świątynia Lotosu. Płatki wykonane są z białego betonu i z zewnątrz pokryte płytami z greckiego marmuru. Wspólną cechą wszystkich świątyń bahaickich jest ich dziewięcioboczność. 9 jako największa liczba jednocyfrowa symbolizuje pełnię, zgodność i jedność.

      Świątynia otoczona jest dziewięcioma dużymi basenami, które mają podkreślać jej piękno, stwarzając wrażenie kwiatu unoszącego się na wodzie, a także w naturalny sposób chłodzić wnętrze. Budowę rozpoczęto 21 kwietnia 1980r., budynek został oficjalnie poświęcony jedności Boga, religii i ludzkości 24 grudnia 1986r. Autorem projektu jest mieszkający w Kanadzie architekt pochodzenia irańskiego Fariborz Sahba. Wnętrze jest bardzo minimalistyczne i nie można w nim robić zdjęć.

       

      Red Fort (Lal Quila)

      Patrząc na plan miasta, wybraliśmy jedną z dwóch najbliższych stacji metra, znajdujących się w okolicach Czerwonego Fortu. Droga była jednak długa i mozolna, pośród zatłoczonych uliczek, pełnych straganów z jedzeniem i wszelkich możliwych środków transportu. Uaktywniły mi się geny wegetariańskie, więc nie odmówię sobie przyjemności pokazania jak wyglądają miejscowe papaje (okolice metra Chawri Bazar).

      

      W Indiach wszystko jest możliwe i żaden widok nie powinien dziwić, nawet kozy w pobliżu meczetu Jama Masjid.

      

      Czerwony Fort został wzniesiony z czerwonego piaskowca na zachodnim brzegu rzeki Jamuny przez Wielkiego Mogoła Szacha Dżahana. Kamień węgielny pod potężne mury nowego pałacu położono w 1639r., budowę zakończono w 1648r. Kompleks miał odpowiadać nowym potrzebom cesarza po przeniesieniu siedziby władcy do Delhi. Zbudowane od podstaw nowe, wspaniałe miasto Shahjahanabad miało być imponującym świadectwem imperialnej władzy Mogołów.

      To stąd Jawaharlal Nehru zwrócił się do narodu w dzień odzyskania przez Indie niepodległości, 15 sierpnia 1947r. Tutaj po raz pierwszy wciągnięto na maszt indyjską flagę. Obiekt znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

      Bilety wstępu… no cóż – obywatele Indii: 10 rupii, obcokrajowcy: 250 rupii. Podobnie jest w innych miejscach z płatnym wstępem.

      

      Przy wejściu do budowli leży Chatta Chawk, kryte targowisko, na którego krańcu znajdują się sklepy z wyrobami artystycznymi.

      

      Brytyjczycy zniszczyli większość budowli w Czerwonym Forcie w 1858r., po ponownym zajęciu Delhi po stłumieniu powstania 1857r. (pierwsza wojna o indyjską niepodległość). Pozostałe budowle zamieniono na koszary wojskowe, teren przed fortem oczyszczono zaś ze względów bezpieczeństwa, więc to co obecnie widać to tylko cień dawnej świetności tego miejsca. Skąd my to znamy? Austriacy zamienili podczas rozbiorów na koszary wojskowe m.in. wzgórze wawelskie.

      W domu bębnów muzycy ogłaszali przybycie ważnych osobistości, wkraczających reprezentacyjnym wejściem do Sali audiencji publicznych Diwan-i-Aam.

      

      Podczas codziennych audiencji cesarz siedział na marmurowym, wspaniale inkrustowanym tronie.

      Do wewnętrznych pałaców Czerwonego Fortu wstęp mieli tylko najbardziej zaufani. Między pałacami ciągnęły się dziedzińce i ogrody, będące dziś pustymi trawnikami.

      Do Diwan-i-Khas, Sali audiencji prywatnych wstęp mieli tylko znajomi dyplomaci i kupcy.

      

      Tutaj w centrum stał na marmurowym podwyższeniu słynny Pawi Tron. Został on wywieziony z Indii w 1739r. wraz z innymi łupami przez Nadir Szacha, po zajęciu kraju przez armię perską. Zdobycze w Indiach były tak wielkie, że Nadir wstrzymał pobieranie podatków w Iranie na 3 lata.

      Nadal można podziwiać piękne kwiatowe dekoracje kolumn.

      

      W drodze z hotelu do szkoły często mijamy stojące między dwoma pasami ruchu krowy, prawie nieruchome i cierpliwie stojące, ale nie jest to bynajmniej widok często spotykany.

      

      

      

      

      

      

       

       

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agimasuria
      Czas publikacji:
      sobota, 03 grudnia 2011 17:44